Bycie wyjątkowym nie jest niczym wyjątkowym.

Bycie wyjątkowym nie jest niczym wyjątkowym.

blog

 

Pani w okrągłych okularach i kraciastej spódnicy uświadomiła mi, że chęć bycia wyjątkowym wzięła się z bycia ” wyjątkowym ” w dzieciństwie.

Kim jest człowiek wyjątkowy?

Czy to ten, który ubiera się inaczej niż reszta w szkole i pracy?

Czy to ten, który ma więcej pieniędzy od Ciebie i robi „fajniejsze” rzeczy niż Ty?

Czy to ten, który ma ciekawszą pracę?

Czy to ten, który znaczy coś więcej?

Od dawna zastanawiam się nad tym, co jest miarą tego kim tak na prawdę jesteśmy i co znaczymy, tu i teraz.

Mając 19 lat, może więcej, bo pamięć zawodzi (czyżbym chciała wymazać pewne fakty ze swojego życia? OBY) myślałam, że ważną częścią mojego „JA” są lajki na Facebooku. Dzisiaj połowy ludzi z kategorii ” znajomi” nie znam, a bynajmniej może raz w życiu zamieniłam z nimi zdanie.

Chęć bycia wyjątkowym może bierze się z braku bycia „kimś” przez większość swojego życia. Gdy nastaje twoje 5 minut, chwytasz byka za rogi. I jakoś już idzie. Zakładasz bloga modowego (ja też próbowałam, nie wyszło), zaprzyjaźniasz się z kimś , kto jest już znany w twoim mieście, robi już karierę i plączesz się koło niego, bo i tobie zrobią zdjęcie na ściance. Później pozostaje już tylko zainstalować w telefonie odpowiednią apkę do robienia zdjęć „fooda” na Insta i oczekiwanie na kliknięcia w krwisto czerwone serduszka.

Możliwość pochwalenia się kogo znasz i z kim to nie wciągałaś koksu ze szklanego stołu na dębowych nogach, też czyni cię kimś wyjątkowym. Czyżby?

To nie jest wstyd, że każdy z nas próbuje coś znaczyć, że chce czuć się wyjątkowym. Docenionym, dopieszczonym, rozpoznawanym i przede wszystkim lubianym.

Tylko, że dzisiaj bycie wyjątkowym, nie jest już wyjątkowe.

Mam pewną traumę z dzieciństwa, każdy jakąś ma. Moją były czerwone, sztruksowe spodnie. Tak, wiem. Pisałam o nich. No, ale nie zapomnę o nich. NIGDY! Moje koleżanki w drugiej klasie szkoły podstawowej miały zasadę. Chodzić tylko dwa dni w tych samych ciuszkach. Poniedziałek i wtorek – jeansowa spódniczka, biała bluzeczka z kołnierzykiem, białe rajstopki i lakierowane butki.

Środa i Czwartek – modne wtedy „dzwony”, tenisówki i luźny sweterek, te bardziej cool nosiły bluzy z kapturem.

Piątek – Ogrodniczka, albo rybaczki ( takie spodnie do łydek).

Ja przez cały tydzień musiałam chodzić w czerwonych, sztruksowych spodniach. W weekend może ubierałam coś innego, żeby mama mogła te czerwone cholerstwa wyprać.

Dzisiaj wspominam te spodnie i zadaję sobie pytanie: czy to źle, że miałam wyjątkowe spodnie i byłam wyjątkowa? Czy dzisiaj nosząc i robiąc to, co wszyscy wyjątkowi ludzi jestem taka sama jak oni? NIE! Musiałam dorosnąć i przeżyć, to co przeżyłam, żeby zrozumieć. Przede wszystkim bycie wyjątkowym nie jest złe, ale o prawdziwą wyjątkowość trudno. To nie wstyd nosić ciągle te same spodnie. To nie wstyd nie mieć tylu znajomych na fb i wstydem nie jest robić coś innego niż cała reszta. Posiadanie „swojego świata”, w którym znajdujesz się Ty i kilku najbliższych Ci ludzi jest wyjątkowe! Zainstalowałam sobie apkę do robienia kolorowych zdjęć śniadań i kolacji, nie wyszło. Próbowałam mieć kilkaset albo i tysięcy znajomych na fb, nie wyszło. Próbowałam mieć bogate portfolio na Instagramie, lajki szły w górę, wyjątkowość szła w dół. Zdjęcia usunęłam i czuję się pięć kilo wątpliwości mniej.

Co powoduje, że jesteś wyjątkowy? Czy chcesz być wyjątkowy, a jednocześnie taki jak inni?

Czy może chcesz przez cały tydzień nosić sztruksowe, czerwone sztruksy?

Ja znam odpowiedź. Choć sztruksy w dzieciństwie były moją traumą, dzisiaj wiem, że nauczyły mnie więcej, niż mogłam prosić. Mimo chęci zmiany spodni dojrzałam do tego, by zrozumieć, że wyjątkowość tkwi, w tym jak będziesz się w tych sztruksach nosić.

Bo jak się chce, to można! Wywiad Kitki z Piotrem C.

Bo jak się chce, to można! Wywiad Kitki z Piotrem C.

Jak byłam małą dziewczynką, w znienawidzonych przeze mnie czerwonych, sztruksowych spodniach, marzyłam żeby zostać: kaskaderką, policjantką, strażakiem, nauczycielką ( o zgrozo!) no i oczywiście dziennikarką. Dwadzieścia lat temu brzmiało to dumnie. Pani z telewizora jest taka poważna, pani z telewizora jest taka mądra, pani z telewizora wie jak żyć. Skończyłam takowe studia i im głębiej w las, tym bardziej miałam ochotę wrócić do myśli małej dziewczynki, że jednak lepiej skakać z płonących wieżowców. Dzisiaj myślę, że byłoby to mniej stresujące.

-Mamo, będę Panią z telewizora.

-Dziecko, możesz być kim chcesz.

Jakieś trzy tygodnie temu siedziałam w swojej przytulnej, cieplutkiej sypialni, popijałam herbatkę, gdy do głowy przyszła mi myśl: ” A napiszę do niego”. Napisałam. Długo i szczerze. Odpisał.

 1. W mailu do Ciebie napisałam, że postrzegam Cię jako swojego mentora, być może za duże słowo. Ale to właśnie książka „Pokolenie Ikea” bardzo pomogła mi w trudnych chwilach za granicą. Mnie do założenia bloga popchnęła złość. A Ciebie?

 Pierwszego bloga założyłem jeszcze w 2001 roku. Obecny jest czwarty. Wszystkie były dość popularne. A zakładałem je, bo po prostu lubię pisać. Bez żadnej kalkulacji: będę sławny i znany, laski będą przesyłać mi stringi, zarobię tyle i tyle.

Teraz mnóstwo osób zakłada blogi i pierwsze, co robią to czytają teksty i chodzą na kursy: „Jak zmonetyzować bloga?”. Ja robiłem to z potrzeby ekspresji swojej porypanej osobowości. Nie ma także u mnie reklam. Czułbym się z nimi po prostu źle.

 2. Jesteś świetnym przykładem na to, że jak coś człowiek sobie postanowi, to może to osiągnąć. Postanowiłeś napisać książkę, napisałeś. W porę się się zorientowałeś, że nie ma do cholery na co czekać? To był impuls, czy strategia? Najpierw blog, fani? Potem książka?

„Pokolenie Ikea” napisałem, bo chciałem sobie coś udowodnić. Dowartościować się. To była czysta zabawa.

 3. Postanowiłeś zmienić swoje życie 20 lipca, w 2012 roku (przeczytałam jeden z twoich wywiadów w sieci). Twój pierwszy wpis na blogu pojawił się 15.10. 2012 roku. Prawie trzy miesiące myślałeś nad podzieleniem się ze światem swoim talentem. Dlaczego właśnie wtedy? Nie szybciej, nie później?

 Wyjaśnienie nie ma w sobie niestety nic z romantyzmu. Po prostu wtedy zaczęła się moja migracja z blox.pl na własną domenę.

20 lipca 2012 dostałem za to diagnozę lekarską. Dość przykrą. I to faktycznie mnie mocno zmieniło.

Na początku października leżałem już w szpitalu. I pierwszej nocy umarł pewien młody mężczyzna. Pomyślałem sobie: ups, stary, czas wydorośleć.

 4. Mam kumpla Czarnego, świetny koleś, stąd sentyment do Twojej ksywki. Czytając Twoje wpisy, wyobrażałam sobie Czarnego ( Piotra C.) jako zranionego, odrzuconego faceta, pisałeś tyle o kobietach, nie zawsze w superlatywach. Mamy pysznie gotować w kuchni, rozkładać nogi, i to szeroko, w sypialni, a przy tym się szanować i jednocześnie mieć w dupie opinie innych. Czytając Twoją pierwszą książkę zrozumiałam, że widzisz świat jakim jest naprawdę, a żyjesz lub chcesz żyć poza systemem, szanujesz kobiety, bo z nimi rozmawiasz, nie dobierasz się od razu do majtek. Jaki jesteś?

 Ja po prostu lubię kobiety. Uważam, że często są ciekawsze od mężczyzn. Kobiety w swoim żuciu wszystko robią na 100 proc. Czy to jest miłość, czy to jest nienawiść.

Jeśli się naraziłeś jakiejś lasce, która cię kochała, to masz totalnie przejebane. Ona cię zeżre, wypluje i nigdy nie zapomni.

Kobiety przy tym mają skłonność do tworzenia wielopiętrowych relacji jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie. Wielogodzinnego rozstrzygania, a dlaczego ktoś tak zrobił albo nie zrobił?

Ja z kobietami rozmawiam, bo jestem ich zwyczajnie ciekaw.

I to mnie chyba charakteryzuje najbardziej. Ja często się boję świata. Ale ponieważ jestem równocześnie go ciekaw to przełamuję ten strach.

Nie chciałbym umierać z takim przeświadczeniem, że zmarnowałem czas.

 5. Czarny to Twoje alter ego? Wstydzisz się czegoś? Odniosłeś przecież sukces, nie masz czego.

– Pisanie to chwilowa przygoda.

To, czym zajmuję się na co dzień, nie do końca współgra z pisaniem beletrystyki. Nie chcę mieszać tych dwóch światów. Jest sporo osób, które posiadają znacznie większe parcie na rozpoznawalność, więc grzecznie przepuszczam ich przodem. Poza tym co tak naprawdę dałoby mi gdybym ujawnił swój ryj?

Że trochę ludzi by mnie na ulicy zaczepiało? Po co mi to? Zresztą nie jestem wyjątkiem. Anonimową pisarką jest również choćby Paulina Świst.

 6. Bohater książki jest podobny do autora, czy autor chciałby być jak bohater?

Oczywiście, że chciałbym być takim okurwieńcem jak mój bohater. Marzę o tym, żeby być takim jebaką. Kompensuję sobie, bo w rzeczywistości jestem jak Tyrion Lannister. 120 wzrostu i szpetna gęba. A tak na serio każdy pisarz wprowadza siebie w świat, który kreuje. Twórcy są egocentrykami.

Ale Pokolenie zacząłem pisać jak miałem jakieś 27 lat. Tego chłopaka już nie ma. Teraz jestem innym człowiekiem. Faceci jakoś tam prędzej czy później dorastają.

 7. W dzisiejszym świecie, przesyconym twórczością trudno jest dotrzeć do czytelnika, trudno jest dać  sobie radę, Ty dałeś i ja chcę wiedzieć, jak?

 Miałem dużo szczęścia. Miałem bloga, gdzie ludzie chcieli mnie czytać. I kiedy sprzedałem ten pierwszy tysiąc egzemplarzy, który dla debiutanta jest trudny do uzyskania moje wydawnictwo Novae Res porozumiało się z tygodnikiem Angora w sprawie druku książki w odcinkach.  I to był wielki FART.

„Pokolenie Ikea” było tam drukowane od bodaj sierpnia 2012 i ludzie zaczęli książkę powoli kupować, choć nikt nie wyłamywał drzwi do księgarni.

A później miałem jeszcze większy fart, bo Angora książkę zwyczajnie przestała drukować w połowie ze względu na skargi czytelników, bo byłem zbyt wulgarny. Sporo osób chciało się więc dowiedzieć, co jest dalej. I taki był początek.

 6. Przejdźmy do konkretów. Nie owijasz w bawełnę, dobrze. Ja też nie. Chcę napisać książkę, jakie masz dla mnie rady i być może dla innych tchórzliwych „słowopisarzy”?

 Zacząć pisać książkę jest stosunkowo łatwo. Pewnie każdy choć raz w życiu próbował, wyobrażając sobie jak to będzie być sławnym, zajebiście znanym literatem, przed którym kobiety padają na kolana i zabierają się w szybkim tempie za rozpinanie rozporka.

 Najtrudniejsze w pisaniu książek jest nie rozpoczęcie pisania, ale skończenie. Aby to sobie ułatwić ja stosuję dwie metody. Po pierwsze spisuję sobie co w tej książce ma zwyczajnie być.

 Tak prezentował się plot (oczywiście fragment) mojej drugiej książki „Pokolenie Ikea” Kobiety, który wysłałem do wydawnictwa:

„Książka startuje od próby zamieszkania przez Olgę i Czarnego razem co nie wychodzi bo ona jest zbyt wymagająca a on niezależny a poza tym dowiaduje się co on robił w łazience na  koniec pierwszej części.

Po wyprowadzce Czarny na początku dużo pije a później wdaje się w romans z Ruską Blondyną (rozwinięcie wątku Pokuszenie obecnego na blogu) a później z Ciemną Blondyną.  Dużo silniejszy niż w jedynce jest wątek korporacyjny, chcę dać kilka scen Czarnego w sądzie i w pracy.”

Po drugie piszę wątkami. Czyli ciągnę od początku do końca historię jednej postaci bądź wydarzenia. Napiszę jeden wątek, to biorę się za następny. Później dopiero montuję to w całą książkę.

I najważniejsza rzecz: pisz z bebechów. Jeśli masz moment, w którym zaczynasz się wahać czy o czymś napisać czy nie, bo możesz kogoś urazić to lepiej  nie pisz w ogóle. Czym mocniej wstrząśniesz czytelnikiem, tym bardziej będzie chciał czytać dalej.

 

Czarny
Piotr C. – autor książek: „Pokolenia Ikea”, „Pokolenie Ikea Kobiety”, „Brud”. Szczery, tajemniczy z poczuciem humoru, pracownik korporacji. Swoją przygodę z pisaniem zaczynał od bloga. Dzisiaj jego teksty czytają tysiące.
vt
Światem rządzi brud

Światem rządzi brud

 

 

– To wcale nie tak, że jestem potwornie rozczarowana światem. W sumie jestem marudą, choć doceniam każdy dzień istnienia na tej cholernie brudnej ziemi. Co nam pozostało? Jak nie cieszyć się, że oddychamy – powiedziała Anka popijając zimną whisky z rakotwórczą colą.

– Nie wiem sama Anka. Ja nie rozumiem,co się z nami dzieje, ze światem. Wszystko się pieprzy. Życie jest tak krótkie, po co się zastanawiać co będzie, żyjmy tu i teraz, nie przejmując się co będzie – odpowiedziała Danka, popijając zimną whisky z rakotwórczą colą.

W tle leciał polski kawałek, młodego chłopaka, który rozśpiewywał się o tym, że w życiu chodzi o Rolexa na prawej łapie i ewentualnie o szybki numer z lecącą na hajs małolatką, na tylnym siedzeniu, w Mercedesie. Ja poczułam, że w tym prostym przekazie, między wierszami, jest mi dane poznać receptę na dzisiejsze życie, nie moje.

Przez nasze, trochę podpite już, głowy przeszła myśl: A jakbyśmy to my pojechały do Dubaju?

Mając dwadzieścia jeden lat miała 100 tysięcy na koncie, dwadzieścia par butów od projektantów, torebki wysypywały się z szaf, robionych na zamówienie przez stolarza z Piaseczna. Dwa razy do roku dała sobie srać na klatę przez arabskiego szejka !Chapeau bas .

Instagram pęka w szwach od pięknych, zgrabnych, idealnie przerobionych kobiet, dziewczyn, Boże, nastolatek? Ale Ty doskonale o tym wiesz, sam je obserwujesz.

Mając dwadzieścia jeden lat do świnki skarbonki zbierałam oszczędności na wakacje, nad jeziorem, polskim! Miałam pecha? Zazdroszczę – pomyślisz. Nie, dociekam, chcę zrozumieć. Do domu wracałam z pustymi kieszeniami i głową pełną pięknych wspomnień.

Prawda jest brzydka, prawda boli, prawda wywołuje w nas uczucia, których możemy się wstydzić.

Może gardzę tymi osobami, może jest mi ich szkoda, a może sama chciałabym zostać modelką z Instagrama.

Życie toczy się wokół pieniędzy. Brudnych pieniędzy, legalnych pieniędzy, pieniędzy za pracę, pieniędzy za umilanie komuś życia, w gruncie rzeczy, nie swojego. I zawsze będzie ci ich mało, a jak myślisz, że masz za mało, to będziesz miał za mało. Proste.

Cesarz Wespazjan twierdził, że „pieniądze nie śmierdzą”. I być może się pomylił, być może od Cesarza się zaczęło. Nie ważne jak, nie ważne z kim, nie ważne na co, nie ważne za co! Kasę trzeba zarabiać, zarabiać i wydawać, kupować, pokazywać, pisać o tym wiersze i piosenki. Kasa, kasa, kasa! Rządzi światem.

Od niej poszło już szybko. Facet w sandałach i przewiązanym prześcieradle na barkach miał głowę do biznesu. Wymyślił coś, czego nie miał nikt inny i przeszedł do historii. I człowiek siedzi dzisiaj na kiblu, oddając mocz, za który w czasach rzymskich cesarzy trzeba było płacić i rozkminia skąd tu brać szmal.

Można podać wiele przykładów jak pójść na łatwiznę i się wybrudzić. Przychodzi to łatwiej, niż wymyślenie czegoś, z czego mógłbyś być dumny. Internet daje przeogromne możliwości. Dzisiaj o wszystko jest łatwiej. Łatwiej o sławę, łatwiej jest się dostać na studia, łatwiej wpaść w długi, łatwiej nawiązać relacje. Trudniej tylko o pieniądze.

Mężczyźni pragną pieniędzy, bo chcą szacunku, chcą władzy, nie nad światem, ale chociażby władzy nad swoim życiem. Kobiety chcą mężczyzn z pieniędzmi. Po „blow jobie” przed klubem, chcą się obrączkować, robić cycki, robić usta, rodzić dzieci i pewnie znów zrobić sobie cycki. Ci mądrzejsi odróżnią brud od zaangażowania, ci cwańsi na brudzie zarobią kasę i później będą już tylko rozsądnie nią dysponować. Ci głupsi dadzą się wysmarować gównem, by przeżyć swoje pięć minut rozkoszy w domu, bez luster, bo już nie dadzą rady w nie patrzeć, tak brudne się stało w nim odbicie.

lalalalalalala 🙂

 

Dystans, ku…Dystans. Albo wszyscy umrzemy.

Dystans, ku…Dystans. Albo wszyscy umrzemy.

1

Źródło:http://memy.pl/mem_167310_zachowaj_dystans

 

Czy wiecie, co jest najczęstszą przyczyną zgonów Polaków? Choroby układu krążenia! Ja, Anna,  jako największa hipochondryczka w kujawsko – pomorskim, myślałam że niechlubne pierwsze miejsce zajmą nowotwory. Jednak nie. W porządku. Trochę to pocieszające. Może akurat mi się uda i nie kopnę w kalendarz z powodu raka płuc, raka jajnika lub pieprzonego raka czego kurwa kolwiek. Nie mniej jednak czynnikiem, który sprzyja rozwojowi chorób układu krążenia jest STRES!

Siedzę właśnie w swojej małej, przytulnej sypialence na pięterku, która jest owocem ciężkiej pracy. Na którą ciężko pracowaliśmy, przez którą tak cholernie się stresowaliśmy. Mam odpalonego kompa na drewnianym blacie. Na sosnowej desce podpartej drewnianymi nogami, stoją książki:

  1. Pokonaj Stres, autorstwa Dagmary Gmitrzak
  2. Potęga podświadomości, autorstwa Josepha Murphy’ego.
  3. Pokonać lęki i fobie, autorstwa Judith Bemis.
  4. Kod uzdrawiania, autorstwa Aleksandra Loyda.
  5. Antydepresanty, Mariki, które miałam nadzieje okażą się zamienikiem Xanaxu. Okazały się kolejną biografią.
  6. Jeszcze kilka biografii sławnych i lubianych i kilka pierdół o Paryżu.

Spoglądam na stos kolorowych okładek książek i zastanawiam się, w którym momencie zawołałam o pomoc.

Przeczytałam kilkanaście pozycji o walce ze stresem, obejrzałam kilkadziesiąt filmów, na których mądrzy i wykształceni ludzie radzą, jak go pokonać, wysłuchałam setki rad rodziny, przyjaciół i bliskich mi osób. I nic, ale to nic nie pomogło mi tak, jak ja we własnej osobie mogę to zrobić. Z upływem czasu stajemy się bardziej świadomi życia i tego, jaką rolę odgrywamy w otaczającym nas świecie i jak właśnie ten świat na nas wpływa.

Jako dziecko na pewno odczuwałeś stres. Bałeś się zasnąć przy zgaszonym świetle, albo bez ukochanego misia Stefana. Być może stresowałeś się wyjściem do przedszkola, bo Pani Ola karała dzieci za niezjedzenie przeohydnej, owocowej zupy. Później stresowała  cię szkoła: wywiadówki, dyktanda, egzaminy, studia, profesor. Po skończonych studiach, albo jeszcze w trakcie podjąłeś się pierwszej pracy, która też okazała się być stresująca. Okazuje się, że w jakim momencie życia byś nie był, zawsze towarzyszyć ci będzie stres, dlaczego?

Stres to choroba ambitnych?

Im bardziej nam zależy, tym więcej odczuwamy lęku i stresu. Żyjemy coraz szybciej, rywalizujemy o miejsca pracy, zapominamy, że obok siedzi miłość twojego życia, więc  odłóż ten telefon, proszę. Dzięki. Chcemy się wykazać przed szefem, kolegą, rodziną i bierzemy na siebie coraz więcej obowiązków, i znów wkrada się ambicja. Ambicja nie jest zła, trzeba być ambitnym, by za 10 lat nie skończyć z Czerwoną kartką bo na Johnnie Walker’a nie starczyło. Dzisiaj chcemy pokazywać światu tylko swoje dobre strony. Mam najnowszy model iPhona. Na sobie ” Piętnaście koła outfit, nie licząc biżuterii”, w garażu dwa auta, daruje sobie nazewnictwo, nie znam się kompletnie, jeżdżę starym audi z elektrycznym szyberdachem, bez klimy. Za mało odpoczywamy, a jak odpoczywamy, to najlepiej na zagranicznych wakacjach, a czasami wystarczy wybrać się do drewnianej chatki nad rzeką, gdzie nie ma zasięgu i łączności z internetem. Każdego dnia jesteśmy poddawani czyjejś opinii. Ktoś ciągle nas ocenia, nie chcemy być nijacy, chcemy zadowalać innych, by czuć satysfakcję, stresujemy się, by sprostać oczekiwaniom.

Stres jest nam potrzebny?

Motywuje i daje siłę do działania. Stres pojawia się zawsze tam, gdzie robimy coś nowego, czego nie znamy lub czego się dopiero uczymy. Nie chcemy zawieźć samych siebie, dlatego tak bardzo odczuwamy lęk przed porażką. Nie uda się, trudno. Zdarza się. Następnym razem będzie lepiej.

Naucz się odróżniać stres.

4

 

Źródło:https://www.menshealth.pl/zdrowie/Czy-mozna-oswoic-stres,10809,1

1. Ostry – nagła śmierć bliskiej osoby.

2. Podostry – duże natężenie stresujących wydarzeń, np. sesja na uczelni.

3. Przewlekły – długodystansowy stres, związany np. z miejscem pracy.

Nie unikniemy stresujących wydarzeń, nie możemy przestać pracować, chyba że zaczniemy zarabiać na tym, co lubimy. Ale i tak podejrzewam, że stres nawet wtedy nas nie opuści. Co zrobić, by nie zejść na zawał?

Wydaje się, że osobom którym nie zależy, żyje się łatwiej. Nie twierdzę, że nie doświadczają stresu, ale z pewnością odczuwają go w mniejszym stopniu. Nie dotyczy ich stres przewlekły, bo wszystko im jedno. Im mniej chcesz, im mniej masz, tym mniej boisz się, że to stracisz. Im mniej ambitny jesteś, tym mniej odczuwasz lęków. A co jeżeli jesteś ambitny? A co jeżeli ci zależy?

Nabierz dystansu.

Do wszystkiego. Do pracy, do problemów, do życia. Po prostu zrozum, że trudności zawsze będą pojawiały się na drodze. Na końcu twojego życia i tak okaże się, że jego połowę zmarnowałeś na niepotrzebnym zamartwianiu się, co ma się wydarzyć i tak się wydarzy.

Zacznij od akceptacji i polubienia samego siebie. Jak jest ci dobrze z samym sobą, to już połowa sukcesu. Masz w dupie opinie innych, bo wiesz kim jesteś i na, co zasługujesz. I tak zawsze komuś się nie spodobasz. I dobrze. Gdy lubią cię wszyscy, coś jest z tobą nie tak.

Jak jesteś czegoś pewny, trzymaj się tego. Nie spróbujesz, że coś ci nie smakuje, to nie będziesz wiedział, że coś ci nie smakuje! Nie bój się, że zwymiotujesz. Następnym razem tego nie zjesz.

Śmiej się z porażek i próbuj dalej. Tylko ryzykanci osiągają swoje cele. Ktoś podkłada ci „świnie” pod nogi? Zrób pyszną panierkę i jedz ją przez najbliższy miesiąc, z uśmiechem na twarzy.

Naucz się, że każdą porażkę możesz obrócić w sukces. Naucz się słuchać i widzieć.

Ucz się od lepszych. Szanuj to, że ktoś jest mądrzejszy i że może cię wiele nauczyć. Bądź ambitny, ale nie przemądrzały.

3

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=q8S2muS2ppY

 

Wrzuć na luz. Błagam.

Nabierz dystansu… 🙂 wsłuchaj się…

Miłego dnia wszystkim

 

 

 

 

Zapomnij o miłości. Liczy się szacunek.

Zapomnij o miłości. Liczy się szacunek.

serce
Gdy miałam 7 lat moi rodzice się rozwiedli. Nigdy nie uważałam, że źle wpłynęło to na moje dorosłe życie. To były lata 90. Dziecko z rozbitej rodziny nie miało lekko.

– Szukam Ani z 2B? Wie Pani, w której sali ma lekcje.

– Nie wiem kochanie, jaka Ania, znasz nazwisko?

– No ta, co jej rodzice się rozwiedli

-Aaaaaaaa, ta! Siedzi w stołówce.

Tak w skrócie wyglądała moja charakterystyka w podstawówce. Nie byłam tą, która szybko biegała, nie tą która brała udział w przedstawieniach, bo zajebiście recytowała wiersze, nie tą która była dobra na zajęciach z w-fu i nie tą, która zajęła chyba 2 miejsce w zawodach w pin-ponga. Byłam Anią z rozbitego domu. Boże! jak to śmiesznie teraz brzmi. Po prostu gdy byłam mała rodzice moich kolegów i koleżanek się nie rozwodzili. Żyli w swoich mieszkankach z brązowymi meblościankami, choć nie potrafili wspólnie zjeść obiadu. Spali na wąskich wersalkach, ale zamiast tulić się do siebie w nocy, marzyli by jego stopa nie dotknęła jej stopy. Moi rodzice byli inni. Moi rodzice po prostu się nie dogadali i postanowili rozstać. Gdy pierwszy cios miałam już za sobą i pogodziłam się z tym, że jestem Anią z dziwnego domu, rodzice wymierzyli we mnie kolejny. Zabrali małą, dziwną Anię do innego miasta. W nowym mieście mała Ania też była dziwna, bo w innym mieście oddalonym od pierwszego o 500 km rodzice również się nie rozwodzili. Na wywiadówki przychodził raz tata, raz mama, na moje wywiadówki przychodziła czasami siostra. Uśmiech z mojej twarzy zniknął na długo, nie mogłam się odnaleźć w nowym świecie, który był inny. Nie rozumiałam co się stało i czemu rodzice mieszkają osobno. Rok szkolny mieszkałam u mamy, a lato spędzałam u taty i uwierzcie lub nie, nie mogło spotkać mnie nic lepszego!

Pewnego dnia, gdy razem z bandą dzieciaków bawiliśmy się na osiedlu w podchody, po jednego z moich kolegów wyszła jego babcia. Wychowywała go sama, bo jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Gdy schowałam się za jedno z aut stojących przy chodniku, stara babcia zaczęła wykrzykiwać, że Tomkowi nie wolno się ze mną bawić. A nie wolno było, bo byłam dziwną Anią z rozbitego domu! Nazwała mnie dziwką, Tomek w mojej obronie popchnął babcie na auto, za którym ja się chowałam. Nie odpowiedziałam nic, nie płakałam, stałam i dalej nic nie rozumiałam, z Tomkiem nie mamy kontaktu.

Dzisiaj rozumiem wszystko. Z szacunku do samych siebie, moi rodzice postanowili się rozstać, by nie zniszczyć mi dzieciństwa, z szacunku do mnie Tomek popchnął starą, biedną babcię na auto, ja z szacunku do starej krowy nie splunęłam jej w twarz.

Na prawym palcu od prawie 9 lat noszę pierścionek. Pierścionek zaręczynowy, który zdaniem wielu powinien być obrączką. Kiedyś małżeństwa się nie rozwodziły, dzisiaj rozwodzą się na potęgę. Ledwo padło magiczne „TAK” na ślubnym kobiercu, a on już pakuje swoje walizki, by uciec z mieszkania na kredyt do innego mieszkania na kredyt. Talerze latają, dzieci płaczą, ona wyrzyguje mu jakim to on jest chujem, a on jej powtarza, że jest beznadziejną żoną i matką. Niedawno poznałam fajną, młodą dziewczynę, która swoją inteligencją i miłością do życia skradła moje serce. Na odpowiedź, że jestem w związku tyle i tyle lat, zrobiła oczy wielkości mirabelek. Ale jak to?! Nie nudzi ci się? Nie. Dlaczego? Tak bardzo go kochasz? Nie, tak bardzo go szanuję.

Oczywiście nie mówię, że kocham go mniej niż szanuję. Dla mnie szacunek to jeden z najważniejszych składników, potrzebnych do zbudowania zdrowego i szczęśliwego związku. Relacji ogółem. Nie można mówić o miłości, gdy nie ma szacunku na pierwszym miejscu. Nie można krzywdzić drugiej osoby, gdy się ją rzekomo kocha, nie można jej okłamywać i wpędzać w poczucie winy, nie można jej manipulować, szantażować i zdradzać w każdym tego słowa znaczeniu.

Szacunek to akceptacja jego hobby, jej zachcianek. Jego pracy i jej małych cycków. Aby pielęgnować dobrą miłość oni nie muszą wspólnie uprawiać tych samych sportów, lubić tych samych filmów i kochać się pięć razy w tygodniu, chwaląc się tym przed znajomymi po jednym głębszym, no dobra po czterech. Szacunek jest potrzebny do budowania prawdziwych relacji, na lata. Nie opiera się on na wydzwanianiu do siebie cztery razy dziennie, ale na jednym telefonie na miesiąc, gdy akurat masz chujowy dzień i ona cię wysłucha bez pieprzenia o tym, że ma gorzej.

Urodziłam się w 1988 roku. Spędzając Sylwestra 2000 u siostry ciotecznej w mieszkaniu, myślałam, że w 2018 roku samochody będą latać, a ktoś mądry wymyśli i udostępni lek na raka. Że rodzice przestaną się rozwodzić, by przy ciemnobrązowych meblościankach jadać wspólnie obiady. Zamiast latających samochodów i kochających się rodziców, seks uprawia się na kanapach w VIP roomach, w klubach, kokę wciąga z dup prostytutek i leje po mordzie laskę, która przypadkiem spojrzała na twoje buty. Minęło 30 lat, cholernie szybkich 30 lat! I przestaliśmy szanować dosłownie wszystko.

Młode pokolenie, moje pokolenie jest pokoleniem instant. Szybko wychodzimy za mąż, szybko chcemy mieć zajebiste prace, szybko chcemy coś znaczyć, chcemy być kochani i szanowani, a sami zapominamy, że żeby coś mieć, najpierw trzeba coś dać, aby być szanowanym musimy szanować, aby być kochanym musimy kochać, szczerze i na długo. Życie instant na prawdę stanie się szybkie, jeżeli zapomnimy o ważnych wartościach, które powinny dla każdego znaczyć to samo. Musimy dbać o nas samych i o siebie na wzajem, bo bez szacunku i bez moralności nie będziemy mieli nic. Być na chwilę, kochać na chwilę otaczać się masą ludzi tylko na chwilę nie przyniesie Ci nic, poza kilkoma fotkami na insta i tysiąc serduszek, które biją miłością tylko w sieci.